po co mi to?

po co mi to?

Witajcie,

tym razem będzie trochę kontrowersyjnie… A wszystko zaczęło się od pewnego wystąpienia na TEDTalks

Polecam wszystkim obejrzenie prelekcji w CAŁOŚCI. Jednak mi w szczególności zapadł w pamięć fragment, gdy Przemysław Staroń nawiązuje do innego wystąpienia i mówi [22:00 – 24:00]:

Nauczyciel matematyki może wejść do klasy i powiedzieć „O dzisiaj będziemy przerabiać tangens i contangens.” ale może wejść też inaczej i powiedzieć „Dzieciaki słuchajcie! W Ziemię leci asteroida! (…) Jest taki specjalny wzór, ale musimy poznać, co to jest tangens i cotangens.”

Myślę, że warto się chwilę zastanowić nad tymi słowami. Po pierwsze, prelegent zwraca uwagę na istotę emocji w procesie edukacji. Po drugie  – na poczucie użyteczności. I dzisiaj będzie właśnie o (poczuciu) użyteczności wiedzy przekazywanej na lekcji matematyki.

Czas wakacyjny sprzyja różnym internetowym eksploracjom. Poruszona wystąpieniem Przemysława Staronia rozpoczęłam własne poszukiwania na temat zastosowań zagadnień uczonych w szkole, a w szczególności ze szkoły średniej. Wyniki nie były zadowalające. Nie znalazłam tego, czego szukałam. Natomiast w międzyczasie przeczytałam niezwykle wartościową książkę „Jak się nie pomylić, czyli potęga matematycznego myślenia” Jordana Ellenberga. Pozycja ta utwierdziła mnie, w przekonaniach, które od jakiegoś już czasu we mnie kiełkują. W książce tej autor pisze:

Zwykle uczy się matematyki jako długiej listy reguł. Przyswajasz je po kolei i musisz przestrzegać, bo jak nie, to dostaniesz jedynkę. To nie jest matematyka. Matematyka to badanie zjawisk, które zachodzą w jakiś sposób, gdyż nie ma możliwości, aby zachodziły w inny.

Prawdopodobnie każdemu nauczycielowi zdarzyło się usłyszeć pytanie „Po co mi to?”, „Kiedy tego użyję?” lub nawet stwierdzenie „Nie będę się tego uczył, bo do niczego mi się nie przyda.”. Nauczyciel matematyki z reguły odpowie „BO matematyka pomaga rozwijać logiczne myślenie”, „Na pewno Ci się przyda”, czasem pokusi się o jakiś przykład z życia. To nie są pytania wynikające z buntu. To są  bardzo sensowne pytania o istotę przedmiotu.

Specjaliści coraz częściej mówią o konieczności zmiany sposobu nauczania matematyki i zapotrzebowaniu na osoby myślące matematycznie. Wcale nie chodzi tu o osoby sprawne rachunkowo, lecz takie, które będą potrafiły zaadaptować matematyczne idee do rzeczywistego świata.  Jeżeli chcemy kształcić u młodych ludzi matematyczne myślenie, może warto rozpocząć od odwrócenia naszego myślenia. Zacznijmy od próby rozwiązania rzeczywistego problemu. Nie mówię, że jest to łatwe. Ale warto. Mówił już o tym Dan Meyer w 2010 roku. Math class needs a makeover.

Pozdrawiam,

Magda

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *